Ekonomiści wolnorynkowi (przede wszystkim austriaccy) wpłynęli na powszechne przekonanie, że własność prywatna i ograniczona obecność państwa w gospodarce to fundament demokracji. Po doświadczeniach centralnego planowania w Europie Wschodniej i dominującej roli rządu w gospodarce chińskiej uznano, iż sporo racji niesie stwierdzenie o konieczności deregulacji, przynajmniej wewnątrz krajów. Z handlem międzynarodowym różnie bywało. Rzeczywistość zawsze przynosi refleksję nad słusznością dominujących paradygmatów, a historia myśli ekonomicznej pokazuje nam, jak nowe jest stare.
Obecnie Stany Zjednoczone Ameryki wracają do praktyk protekcjonistycznych w duchu niemieckiej szkoły historycznej zrywającej z ekonomią klasyczną i jej teorią kosztów komparatywnych ukazującą korzyści z braku barier w handlu międzynarodowym dla jego wszystkich uczestników bez względu na poziom rozwoju gospodarczego. Dziewiętnastowieczna niemiecka szkoła historyczna postulowała deregulację na rynku krajowym oraz ochronę celną raczkującego przemysłu przed konkurencją z uprzemysłowionych gospodarek, a jej prekursorem był Friedrich List: ojciec protekcjonizmu amerykańskiego. Według Lista agrarne państwa niemieckie (przed zjednoczeniem w 1871 roku) oraz Stany Zjednoczone powinny stosować cła na towary brytyjskie, aby dorównać Wielkiej Brytanii w poziomie uprzemysłowienia. W przyszłości bariery w handlu międzynarodowym powinny zostać zniesione, żeby podnieść jakość krajowych produktów konkurujących z zagranicznymi. Strategię tę stosowały kraje azjatyckie w procesie industrializacji w wieku dwudziestym (m.in. Japonia). Współpraca na styku rządu i kapitału pokazywała, jak własność prywatna i ograniczenia w imporcie pomagają wzrostowi produktywności kapitału, dzięki ochronie przed konkurencją.
Wiek dwudziesty i wprowadzenie w życie marksowskich ideałów w części świata pokazały, że wywłaszczenie kapitalistów nie przyniosło wolności robotnikom oraz nie podniosło efektywności gospodarek, chociaż początkowo przyspieszyło proces industrializacji. Uznano, że bez własności prywatnej środków produkcji nie ma odpowiednich bodźców w postaci realizacji własnego interesu przedsiębiorców nastawionych na maksymalizację zysku, który to cel pozwalałby na efektywną alokację zasobów. Efektywna alokacja zasobów wiąże się z minimalizacją kosztów produkcji i maksymalizacją efektu, czyli produkcji, co w teorii powinno prowadzić do zaspokojenia potrzeb większości społeczeństwa. Wolny rynek zgodnie z pewnymi teoriami ekonomicznymi gwarantuje nam to. Ale czym jest wolny rynek? Potocznie utożsamia się go z wolnością od ingerencji państwa w postaci regulacji prawnych, ale w teorii ekonomii wolny rynek to taki, na którym m.in. nie istnieją bariery wejścia, przede wszystkim kapitałowe. Czy współczesne gospodarki są wolnorynkowe, a jeżeli nie to, czy mogą takimi stać się? Nie. Państwo jest częścią gospodarki i ma pewne klasyczne funkcje do spełniania, jak zapewnienie powszechnej edukacji, ochrony granic itd. Oprócz tego istnieją wielkie korporacje, które tworzą potężne kapitałowe bariery wejścia do kluczowych gałęzi przemysłu, co odróżnia współczesne gospodarki od tych z wcześniejszych etapów industrializacji (gdy Adam Smith w XVIII wieku pisał o potrzebie wolności gospodarczej, obserwował odchodzenie od rzemiosła na rzecz małych manufaktur). Żądanie deregulacji w czasach rozrośniętych rynków finansowych oraz wpływu cyfrowych gigantów na społeczeństwa jest nie tylko niebezpieczne dla demokracji, lecz także śmieszne. W jaki sposób doszło do tego, że biedni ludzie w Stanach Zjednoczonych utożsamiają swój interes z interesami miliarderów?
Na to pytanie zdaje się odpowiadać John Kenneth Galbraith, wybitny amerykański ekonomista, który w sposób trafny opisał strukturę dwudziestowiecznej gospodarki amerykańskiej adekwatnej do opisu współczesnych gospodarek krajów uprzemysłowionych. Według niego funkcjonują obok się dwa równoległe sektory: sektor rynkowy (małe, zatomizowane przedsiębiorstwa) oraz sektor planujący (wielkie korporacje). Sektor rynkowy działa w sposób zbliżony do schematu neoklasycznego w oparciu o motyw maksymalizacji zysku, przy czym przedsiębiorstwa te nie mają wpływu na regulacje oraz ceny. Sektor planujący wymaga w swojej działalności ogromnych nakładów kapitałowych, co wydłuża proces produkcji i zwiększa ryzyko. Skoro tak, konieczne jest zagwarantowanie popytu na wytwarzane dobra i usługi. Można to osiągnąć poprzez wpływ na rząd (lobby), który może tworzyć korzystne regulacje prawne lub dokonywać zakupów w okresie dekoniunktury (keynesowskie zakupy rządowe mające na celu pobudzenie zagregowanego popytu w sytuacji niedostatecznego poziomu inwestycji prywatnych). Jak przekonać społeczeństwo o konieczności realizacji interesu korporacji przez rząd? Wystarczy podeprzeć się teorią neoklasyczną, która powstała w innych uwarunkowaniach i powtarzać mit o suwerenności konsumenta, którego potrzeby zaspakajają korporacje. Konsument płaci, a więc potrzebuje. Narzędzia wytwarzania potrzeb w postaci działów marketingowych są pomijane milczeniem. Promowanie marek na uczelniach w zamian za drobne gadżety też umyka obserwacji, bo przecież komercjalizacja badań wymaga współpracy nauki i biznesu. W końcu, jak pisał Galbraith ludzie uwierzyli, że interesy korporacji są tożsame z interesami konsumentów stanowiących społeczeństwo, wyborców…
I oto mamy biznes w służbie społeczeństwa: miliarderzy zagwarantują wolność słowa, wolność gospodarczą, równość wobec prawa, godne warunki pracy, odpowiedni udział czynnika pracy w korzyściach ze wzrostu gospodarczego, który dzięki deregulacji będzie miał miejsce…
W latach 1925-1929 w USA płace wzrosły o 5%, a zyski z kapitału o 86%.
Bibliografia:
Galbraith, „Ekonomia a cele społeczne”, PWN, Warszawa 1979.
Korczyk M., „Janusz Gedymin Zieliński 1931-1979. Portret ekonomisty”, SGH, Warszawa 2020.
Korczyk M. „Młynarski vs Triffin: jeden czy dwa dylematy”, [w:] „System z Bretton Woods i jego dziedzictwo. Od pieniądza złotego do cyfrowego”, red. Bartkowiak R., Ostaszewski J., Polański Z., SGH, Warszawa 2022.
List F., „National System of Political Economy”, Longmans, Green and Co, London 1909.
Pigou, A. C., „Economics of Walfare”, Macmillan, London, 1920.
